Strona główna | Aktualności | O klubie | Członkowie | Wyjazdy | Wyprawy | Kursy | Biblioteka | Materiały szkoleniowe | Galeria | Inne strony | Dla administratorów

Franciszek Kubica

Franciszek Kubica
Franciszek Kubica

Franek Kubica (1964 - 1998) wstąpił do Klubu w 1983 r. Był typem nieśmiałym i nieco zakompleksionym. Z uwagi na blokady stawów biodrowych (nogę mógł podnieść tylko na wysokość kalana) miał początkowo duże problemy z opanowaniem technik wspinaczkowych i jaskiniowych. Nie zniechęciły go jednak pierwsze niepowodzenia. Przez lata wytężonej pracy nad sobą poprawił na tyle swą sprawność fizyczną, że bez problemów zaliczył wszystkie wymogi na kartę taternika. Odnalazł się w klubie i uwierzył w swoje możliwości. Ponadto był bardzo odporny psychicznie. W trakcie swojej klubowej działalności dał się poznać jako dobry kolega, zaangażowany bez reszty w życie klubu. Na obozach tatrzańskich niejednokrotnie po całonocnej akcji jaskiniowej po godzinnym odpoczynku wychodził z inną grupą do następnej jaskini. Zdobyte doświadczenie pozwoliło mu na solowe przejście jaskini Czarnej od północnego otworu do głównego z wyłojeniem na "żywca" komina Smoluchowskiego. Wodne przeszkody w jaskiniach przechodził bez wahania. Był odporny na zimno więc jego zimowe kąpiele w potoku Kościeliskim nie były sensacją. W roku 1996 został prezesem Klubu. Jego prelekcje w szkołach zaowocowały napływem nowych ludzi do klubu, których szkolił wraz z instruktorami. W roku 1991 Franek wziął udział w wyprawie eksploracyjnej do jaskini Pantiuchina w Kaukazie, w 1992 brał udział w wyprawie KKSu do Abisso Oliwivier gdzie zszedł na - 1000 m oraz w tym samym roku do jaskiń Wielkiej Brytanii. Brał udział również w zimowym przejściu grani Berniny. Na przełomie lat 1994/95 wziął udział w wyprawie trekingowej do Argentyny. W życiu prywatnym w roku 1995 zawarł związek małżeński i prowadził firmę robót wysokościowych. Jego dom był otwarty i często zebrania i imprezy odbywały się u niego. W marcu 1998 roku wybrał się na wyprawę mającą na celu zimowe wejście na Matterhorn (4478) razem z innym członkami naszego Klubu oraz KKSu. Grupa podzieliła się na 3 zespoły, które planowały wejście graniami Lwią, Hornli oraz Furggen. Ta ostatnia jest najtrudniejsza i właśnie ją wybrał Franek razem z Melonem jako drogę na szczyt. Ostatni raz byli widziani przez pozostałych jak szybko poruszali się w górę granią.

Przypuszczalne miejsce tragedii
Przypuszczalne miejsce tragedii

Miel się spotkać z grupą wychodzącą na granią Hornli w schronie Solvay na 3800. Do spotkania tego już nigdy nie doszło. Trudne warunki pogodowe zmusiły wszystkie zespoły do wycofania się w dół. Grupa wracająca z Hornli, trawersując dołem podnóża góry znalazła ich związane liną zwłoki. Nit nie wie jak doszło do tragedii, lecz przypuszczalnie trudności terenowe i pogoda zmusiły ich do trawersu góry gdzieś na wys. 3800 m. W trakcie tego trawersu, zapewne przy słabej asekuracji jeden z nich poleciał pociągając drugiego w dół.


Śmierć naszych kolegów była wstrząsem dla nas wszystkich. Jednakże mimo upływających lat wesoła twarz Franka długo pozostanie w naszej pamięci a anegdoty związane z jego osobą zawsze ożywiać będą atmosferę klubowych ognisk.

Tę stronę ostatnio zmodyfikowano 11:59, 4 lis 2008.
zaloguj się