Strona główna | Aktualności | O klubie | Członkowie | Wyjazdy | Wyprawy | Kursy | Biblioteka | Materiały szkoleniowe | Galeria | Inne strony | Dla administratorów

Wyprawa Jaskiniowa Hoher Göll

Uczestnicy: RKG Mateusz Golicz (kierownik), Damian Szołtysik, Joanna Przymus, WKTJ: Paulina Piechowiak (Świstak), Aleksandra Skowrońska, Michał Macioszczyk (emce), KKS: Jacek Szczygieł (Mały), Miłosz Dryjański, Michał Machnik


W dniach 16.08-03.09 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll znajdujący się w Salzburskich Alpach Wapiennych. W tym roku za cel obraliśmy eksplorację Jaskini Gamsstieghohle, która jest eksplorowana już trzeci rok przez gollową ekipę. Wszystkie eksplorowane podczas wyprawy ciągi kontynuują się i będą celem kolejnej wyprawy. W czasie trwania wyprawy odkryliśmy i udokumentowaliśmy 585,2 m korytarzy.


A dla bardziej dociekliwych...


Wyjechaliśmy w piątek późnym wieczorem z Katowic, zaraz po pojawianiu się ekipy poznańskiej.
Baza w stanie surowym. fot.M.Golicz
Baza w stanie surowym. fot.M.Golicz
W Salzburgu spotkaliśmy się z Miłoszem i razem pojechaliśmy przygotować ładunek do nadania helikopterem. Mieliśmy małe opóźnienie, helikopter na szczęście też, mimo to znaleźliśmy się z całym ładunkiem na bazie w Zakrystii już po 12 godzinach od wyjazdu.

Przez resztę dnia zajmowaliśmy się rozstawianiem bazy i porządkami. Nie mieliśmy czasu zbyt długo ,,się nią cieszyć", bo już w niedziele cała ekipa została rozesłana do prac jaskiniowych. Dwie grupy zajmowały się rozkładaniem kabla telefonicznego, który miał służyć do kontaktów pomiędzy biwakiem w jaskini, a bazą na powierzchni. W przyszłości linia ta usprawni działania w jaskini i sprawniejszą wymianę grotołazów na biwakach. Ola i Mateusz rozkładali kabel w głębi jaskini - od ,,końca”, czyli od biwaku w kierunku otworu, Paulina i Miłosz od ,,początku” czyli z bazy w kierunku biwaku. Pierwszego dnia nie udało się dokonać połączania kabli. Trzecia ekipa (Mały, Damian i ja) zrobiła pierwszy transport na biwak oraz dokonała kilku poprawek w oporęczowaniu jaskini.

We wtorek rozpoczął się pierwszy z trzech biwaków, na którym działały dwie ekipy (Ja z Małym i Świstak z Mateuszem). Podczas pierwszej szychty sprawdziliśmy możliwości kontynuacji ciągów na dnie odkrytej w zeszłym roku Studni Abażurowej z Podsufitką i Rozetami (brak) oraz przekopaliśmy zacisk, który nie został pokonany w zeszłym roku. Znajduje się on w szczelinie przecinającej wspomnianą studnię. Po jego pokonaniu odkryliśmy salę nazwaną później Salą Mirka wraz z dość uroczym poziomym piętrem. W wyniku skartowania tego ciągu przez drugą ekipę okazało się, że długość jaskini zwiększona została przez to odkrycie o ok. 125m. Rozpoczęli oni również wspinaczkę komina znajdującego się w rejonie Sali Mirka.
Biwak na -284m w Cichym Gangu fot.M.Golicz
Biwak na -284m w Cichym Gangu fot.M.Golicz

W ciągu tym pozostawiono dwa otwarte problemy czekające na dalszą eksplorację w następnym roku (partie za kominem, oraz szczelina z przewiewem). Podczas tego biwaku rozpoczęta została również eksploracja szczeliny po drugiej stronie Studni Abażurowej, po wykonaniu trawersu po stropie i zjazdu do Okna Marioli natknęliśmy się na błotną pochylnię wymagającą wspinaczki. W czasie trwania pierwszego biwaku ekipa na powierzchni (Ola, Damian i Miłosz) zajęła się dokończeniem rozpoczętego wcześniej rozciągania kabla telefonicznego, dzięki czemu zostaliśmy mile zaskoczeni kiedy w środku biwakowej nocy zostaliśmy obudzeni dzwonkiem telefonu.

Biwak zakończyliśmy w piątek, następny został rozpoczęty w niedzielę. W międzyczasie odpoczywaliśmy (w tym roku w wyjątkowo słonecznej i ciepłej pogodzie), ładowaliśmy akumulatory, a Damian z Olą podjęli się sprawdzenia możliwego otworu ścianie opadającej z Zakrystii (otwór okazał się tylko szczeliną bez rozwinięcia).

Kolejny tydzień i kolejny biwak, na dół zeszli Świstak z Damianiem oraz Mateusz z Małym, Miłosz z Olą wrócili do domów, ja zostałam na bazie odgrywając rolę młodszej bazowej, do moich zadań należało nic nierobienie i odbieranie telefonów z dołu.
Gotowanie obiadu na biwaku. fot.M.Golicz
Gotowanie obiadu na biwaku. fot.M.Golicz
Aha! i czekanie na deszcz – żeby uzupełnić zapasy wody – zapowiedziana dwudniowa ulewa ograniczyła się do dwóch trzy minutowych opadów. A na biwaku? oba zespoły wyszły do jaskini w niedzielę, jednak z powodu awarii wiertarki drugi zespół (Mały i Mateusz) musiał wrócić na bazę i wyjść jeszcze raz w poniedziałek.

Z codziennych relacji jakie były mi składane podczas posiłków (tych na dole) dowiedziałam się, że ekipy pod ziemią zajmowały się wspinaniem Kominów Na Pałę, za pomocą... pały! (przyrządu skonstruowanego przez Małego). Ponad pięćdziesięcio metrowy myty komin doprowadził do meandra, który jest kolejnym problemem pozostawionym na następne lata, tym bardziej interesującym ponieważ według pomiarów kieruje się on w stronę jaskini Jubileuszowej. W wyniku wspinaczki za Oknem Marioli (osiągniętym na poprzednim biwaku) Paulina z Damianem dotarli do kolejnego korytarza. Ten problem również został pozostawiony na następny rok i tak jak we wcześniejszym przypadku wynik jego eksploracji może być bardzo interesujący ponieważ pomiary wskazują, że kieruje się on w stronę jaskini Gamssteigschacht, a miejsce zakończenia pomiarów ok 45m od niej. Ponadto obie ekipy skartowały dotychczasowe odkrycia, oraz ślepy korytarz odkryty w zeszłym roku. Zakończenie biwaku zostało przyspieszone przez intensywne zużycie prądu w Kominach Na Pałę (wyładowanie akumulatorów). W środę, po wyjściu,obie ekipy miały dzień restowy, pogoda jak nie na Göllu – słońce i upał, jak się okazało może to mieć minusy, zaczęliśmy odczuwać braki wody, dlatego korzystając z dużej ekipy (kolejna dwójka miała nas opuścić w czwartek), zrobiliśmy dwa transporty śniegu z otworu jaskini znajdującej się w pobliżu.

A tak szukaliśmy nowych otworów! fot.J.Szczygieł
A tak szukaliśmy nowych otworów! fot.J.Szczygieł
Pomiędzy wyjazdem Pauliny i Damiana, a przyjazdem Emcego i Michała mieliśmy dwa dni wolnego, w czasie których z powodu małej ilości ludzi nie mieliśmy możliwości otwarcia kolejnego biwaku. Postanowiliśmy z Mateuszem i Małym zrobić sobie kilka wycieczek powierzchniowych. W czwartek przeszukiwaliśmy żleb nad jaskinią Gamssteighöhle (poza stwierdzeniem, że jesteśmy w stanie wchodzić po pionowych trawkach bez użycia sprzętu wspinaczkowego nie dokonaliśmy innych odkryć). Drugiego dnia nadmiar energii skierowaliśmy na sprawdzenie korków śnieżnych w jaskiniach Mondhöhle i Jubiläumsschacht (dalej tam są, choć mam wrażenie, że w tej pierwszej poziom śniegu się trochę obniżył).

W sobotę Miłosz, Mateusz i Mały zajęli się pracami remontowymi w chatce biwakowej znajdującej się w Zaktrystii (wymiana dachu), a ja próbowałam (bezskutecznie) udawać,że mnie tam nie ma. W południe na bazie pojawili się Michał i Michał. I znowu byliśmy w składzie pozwalającym na otwarcie biwaku.

Postanowiliśmy wyciągnąć jakieś korzyści z przeciągającej się suszy, dlatego ostatni biwak został skierowany na nowy przodek – susza na powierzchni była też odczuwalna pod ziemią, stąd pomysł, aby pójść za wodą. Wychodząc na pierwszą szychtę usłyszeliśmy (ja i Emce), że potok płynący w pobliżu naszego biwaku wpływa do meandra, w którym po ok. 20m jest próg, który należy zaporęczować, zjechać i sprawdzić co jest dalej. Sprawa rzeczywiście wyglądała dość prosto, więc pod okiem Emcego zaczęłam zabawę z wiertarką i osadzaniem punktów, jednak przez przyświecającą nam ideę ,,uciekać od wody”,
Poręczowanie w Meandrze Syf-On fot.J.Przymus
Poręczowanie w Meandrze Syf-On fot.J.Przymus
po paru punktach oddałam zabawki bardziej doświadczonemu Emcemu, który kontynuował poręczowanie tak by uniknąć zjazdów w mogącej pojawić się w przyszłości wodzie. ,,Próg”, okazał się jedynie wstępem do pokaźnych rozmiarów studni, na dnie której łączą się dwie wody, spływające z jej dwóch przeciwnych ścian. Studnia przez swój charakterystyczny wygląd otrzymała nazwę Studni Kaskadowej. Mały z Michałem poza skartowaniem odkrytej przez nas studni kontynuowali eksplorację dochodząc do dna kolejnej studni - Studni Mięczaków. W której na ścianie przy dnie znajdują się dość sporych romiarów skamieniałości małży i ślimaków (ogólnie: mięczaków). Kolejną zmianę rozpoczęliśmy od skartowania drugiej studni, dalej mieliśmy za zadanie ustalić,czy możliwe jest kontynuowanie eksploracji ,,za wodą”, czy też woda kończy się syfonem – jak się okazało, woda płynie meandrem, który z tej okazji został nazwany Meandrem Syf-On. Posuwaliśmy się kaskadami w meandrze, aż do zużycia całej zabranej na eksplorację liny, pozostawiając Małemu i Michałowi skartowanie tych ciągów. Z biwaku na powierzchnię wyszliśmy wszyscy razem. Dla odmiany na górze zastała nas ulewa i burza.

W środę po odespaniu nocnego wychodzenia zajęliśmy się pracami porządkowymi (nielicznymi które zostały, ponieważ większością zajął się Mateusz, który przejął moją rolę młodszego bazowego na czas ostatniego biwaku) i nabieraniem sił na zejście.

Ponieważ prognozy przewidywały wodną apokalipsę, w czwartek zerwaliśmy się przed świtem, żeby jak najszybciej uprzątnąć bazę i zdążyć pokonać jak największy odcinek zejścia bez deszczu. Co prawda prognozy nie sprawdziły się i nie spadła ani kropla deszczu to jednak przemokliśmy od wilgoci z otaczającej nas chmury i mokrych traw po których schodziliśmy. Na dole niektórzy zajęli się doprowadzeniem siebie do stanu umożliwiającego powrót do cywilizacji, pozostali zajęli się porządkiem depozytu i śmieci z zeszłego roku. Na koniec tradycyjnie pojechaliśmy odwiedzić Helgę i wieczorem rozpoczęliśmy powrót do Polski.


Więcej zdjęć w galerii!

Tę stronę ostatnio zmodyfikowano 23:24, 31 sie 2016.
zaloguj się